DSC_2460

Troszkę o mnie :)

Na początek chyba należy się przywitać i przybliżyć troszkę czytelnikom swoją skromną osobę :)

Ja:

Na imię Karolina i mam 39 lat (w sumie to 38, ale rocznikowo jednak 39). Moje wykształcenie nie ma chyba znaczenia, ale na uwagę zasługuje fakt, że jestem z tych „humanistycznych” umysłów, a nie ścisłych. Nie mam głowy do cyferek choć samodzielnie prowadzę księgowość mojej małej jednoosobowej firmy – ale o tym za chwilę. Zawsze miałam lekkość pisania, często zdarza mi się wygrywać w różnych drobnych konkursach – właśnie za napisanie czegoś mniejszego lub większego. Już dawno temu przyjaciółka mówiła mi, że powinnam napisać książkę, wtedy miała na myśli nasze przeboje z budową domu, ale jakoś nie miałam weny, czasu, a może nie wierzyłam, że się uda. W każdym razie nie poszłam za jej radą, choć nie ukrywam często o tym myślałam. No dobra ale dalej o mnie. No więc za mąż wyszłam stosunkowo późno (miałam 29 lat), ale z drugiej strony wyszalałam się, doświadczyłam wielu rzeczy i byłam już gotowa na stabilizację i macierzyństwo. Tak, dzieci chciałam mieć zawsze, najlepiej troje. Zresztą zawsze dzieci lubiłam, a one mnie i lubiłam z nimi spędzać czas, niezależnie od wieku.

Niestety jednak nie przewidziałam życiowych komplikacji w tym temacie… nie będę wchodzić w szczegóły, ale leczyliśmy się wiele lat, bardzo długo trwało w ogóle zdiagnozowanie problemu, straciliśmy mnóstwo czasu na nieudolnych lekarzy, a jak już trafiliśmy na konkretnego to dopiero się zaczęło się dziać. Bardzo żałowałam, że od razu nie zdecydowałam się na klinikę leczenia niepłodności – może nie do końca przed sobą potrafiłam przyznać się do „takiego” problemu, może się wstydziłam, nie wiem sama… W każdym razie gdyby jakaś czytelniczka chciała porady w tym temacie czy jakichś informacji – służę pomocą, wiem jak ważne jest wsparcie przy takim leczeniu. Ja doświadczyłam zarówno inseminacji jak i trzech prób in vitro.
Dobra, ale o tym koniec – przejdźmy dalej.

Aktualnie mam taką małą firmę, wcześniej pracowałam ogólnie mówiąc jako pracownik biurowy w różnych firmach i instytucjach. Przygoda z firmą zaczęła się od mojego wesela, pomimo tego, że pracowałam i studiowałam, a mąż pracował za granicą całkowicie samodzielnie przygotowałam nasze wesele – łączenie z dekoracjami, zaproszeniami itp.
Wesele nasze było w remizie strażackiej – pewnie wiele z was pomyśli, ale „wiocha”, ale ja tak właśnie chciałam tzn. bez wyliczonej stawki na osobę, bez ograniczania liczby gości, z dobrym swojskim jedzeniem i z samodzielnym wkładem pracy. Za to zespół mieliśmy z najwyższej półki, jechaliśmy wymarzoną limuzyną, miałam suknię z salonu Farage w Gdyni (nawet linię kredytową na nią wzięłam), na weselu były fajerwerki, przebierańcy i naprawdę udana zabawa do 4 rano.
Nic bym nie zmieniła, nic.

Czym się zajmuję?

Jakiś czas po weselu stwierdziłam, że te dekoracje i zaproszenia chyba wywołały u mnie jakieś nowe zdolności i pasje, Choć jakbyście je teraz zobaczyli to zdecydowanie byście stwierdzili, że były strasznie kiczowate, nawet kwiaty miałam sztuczne na stołach – choć tu akurat uważam, że całkiem ładne. Najpierw zaczęłam oferować właśnie ręcznie robione zaproszenia, zawieszki i winietki; potem zajęłam się dekoracją sal i kościołów jednocześnie rozwijając się bardzo mocno w ślubnej galanterii papierniczej. Gdzieś tam po drodze ktoś zapytał o zaproszenia na Chrzest Św., później na roczek – i tak poszłam dalej w kierunku galanterii papierniczej dla dzieci i dorosłych. Zaczęły się sypać zamówienie na kartki/pamiątki okolicznościowe. Była też limuzyna na wynajem, czarny 6 os. Lincoln, ale okazało się to w sumie niewypałem tzn. może pomysł był dobry, ale trafił się nam wyjątkowo wadliwy egzemplarz auta. W którymś momencie mąż też uszczęśliwił mnie sklepem z art. dla dzieci – ale to też okazał się niewypał. Choć bardzo się zaangażowałam w temat i dobrze się w nim czułam, jakoś to nie szło, pewnie miejsce było złe, może miałam za wysokie ceny, nie wiem. Bardzo było mi go szkoda, ale dopłacać do interesu mi się nie uśmiechało. Zresztą już wtedy przygotowywaliśmy się do macierzyństwa :) :) :)

UWAGA przechodzimy powoli do istoty tego bloga he he.

Dodam jeszcze, że jakieś 2 lata temu doszedł do moich zajęć jeszcze decoupage i to dopiero wywołało we mnie wielkie emocje, pokochałam malowanie i ozdabianie drewna. Po prostu to UWIELBIAM! Nie czuję się zbytnio w ozdabianiu szkła, ale coś tam też wykonałam w tym zakresie. No i zdecydowanie odpuściłam dekoracje ślubne, ale jeśli zajdzie potrzeba to podejmę zlecenie gdyż wszystkie akcesoria, materiały mam schowane i łatwo do nich sięgnę. Podsumowując: pracuję głównie w domu i mi to odpowiada. Kontaktu z klientami mam mało, rzadko kto tutaj przyjeżdża do mnie, większość odbywa się przez Internet. Mam swoją stronę internetową, wystawiam swoje prace na portalach z rękodziełem i nie tylko, dużo zleceń mam z poleceń – o i nawet się zrymowało.

To już ostatnie informacje o mnie:

Mieszkam na wsi (takiej nowoczesnej, na obrzeżach Gdyni i Gdańska) w jednorodzinnym domu z ogrodem, który jest moją wielkąąąą pasją i ciągle coś tam grzebię w ziemi i sieję i upiększam – oczywiście jak mi tylko czas na to pozwala. Mam siostrę, dwóch siostrzeńców, prawdziwych przyjaciół, fajną rodzinę, kotkę Stefani, mieliśmy też cudownego psa – ale Pusia zginęła 4 miesiące temu w wypadku i o tym ciężko mi wciąż mówić…

NO I CO NAJWAŻNIEJSZE JESTEM MAMĄ!!! I O TYM BĘDZIE BLOG, O MOIM MACIERZYŃSTWIE, DOŚWIADCZENIACH, PORAŻKACH, SUKCESACH I MIŁOŚCI DO CÓRKI.
I CZASEM O INNYCH SPRAWACH TAKŻE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *