Jak matka wybiera się na imprezę :) i znów o używanych ubrankach…

Dzisiaj wieczorem idę, a właściwie jadę na imprezkę, mojego męża kuzynka wyprawia „50″ urodziny w klubie w Gdyni, oczywiście idę sama bo Mario wyjechał, ale do tego już przywykłam :) Rzadko naprawdę rzadko gdzieś wychodzę więc stwierdziłam, że stanę „na rzęsach” ale pójdę na tą imprezę i koniec. Tym razem choć mogło wydawać się to banalnie proste, okazało się naprawdę „stawaniem na rzęsach” :) ale od początku…

Zaproszenie dostaliśmy tydzień temu w piątek gdy nasze auto już było w naprawie, oczywiście naiwnie uwierzyłam mechanikowi, Że będzie ono gotowe na koniec tego tygodnia. Oczywiście znów okazało się, że nie mamy w polisie auta zastępczego więc mogłam liczyć tylko na pomoc innych – ale o koszmarnym tygodni pisałam wcześniej…
W czwartek zmobilizowałam mojego męża aby dowiedział się co z autem i gdyby jednak miałabym go nie odzyskać to miał mi załatwić cokolwiek innego. W piątek okazało się, że mechanik podrzuci mi jakiś samochodzik więc moja radość była ogromna. Byłam umówiona z mamą która miała zostać u nas w domu z Klaudią, żebym ja mogła sobie wieczorem wyjść. Jednak moja radość długo nie trwała bo się okazało, że auto ma wielką dziurę w oponie i flaka – czego nie zauważył mechanik, ja gotowa na wielkie zakupy (po tygodniu trzeba było uzupełnić lodówkę i „chemię” oraz zaopatrzyć kociaki) zdążyłam zatankować po czym miły pan ze stacji uświadomił mi że nie mogę tak jeździć. Wkurzona na maksa wróciłam do domu i pożyczyłam auto od sąsiadki. Musiałam odreagować całotygodniową walkę z In postem – o tym będzie w następnym poście, siedzenie w domu z powodu braku auta i z powodu kiepskiej pogody… Na szczęście na sąsiadkę zawsze mogę liczyć i cieszyłam się 1,5 godzinnym pobytem na zakupach. Młoda dostała zabawkę, wybrała sobie w Pepco fajny domek – a’la cukiernię z malutkimi mebelkami i zwierzątkami/ludzikami. Wiecie co naprawdę polecam, tylko 30 zł, a frajda niesamowita :) przy okazji dostałam też fajne kapcie na wyprzedaży z gumowymi noskami – co uważam za wielką zaletę. Lubię Pepco, nie mówię, że wszysztko jest super, ale naprawdę mają dobre i ładne rzeczy.

Po powrocie sto razy zmieniałam plan weekendu włączając w to nawet opcję, że jednak nigdzie nie wyjdę wieczorem. Koniec końców „odpuściłam” mechanikowi auto bo dzwonił, że może mi dać kolejne, ale tamto ma też jakiś „problem”, sprowadzam do siebie tatę, ja z Klaudią jadę do mamy, młoda zostaje na noc w mieście, ja jadę autobusem na imprezę, a w nocy odbierze mnie tata i przywiezie do mojego domu, a córkę odbiorę od babci dopiero jutro!!! i wiecie co tyle kombinowania, nerwów i wszystkiego i taka opcja jest zdaje się najlepsza he he

Ale tak naprawdę miało być o tym jak matki szykują się na imprezkę – ciekawa jestem czy też tak macie? Paznokci nigdy nie zostawiam na ostatni dzień bo jednak hybryda zajmuje troszkę czasu więc już w czwartek zrobiłam, ale oczywiście o maseczce, wyrywaniu brwi czy innych zabiegach zapomniałam. Wszystko na ostatnią chwilę… czyli w piątek wieczorem co oczywiście skutkuje zmęczeniem i późnym kładzeniem się spać. Ech nie wiem dlaczego zawsze mi to tak wychodzi jakoś, niby jestem dobrze zorganizowana. Walizkę już spakowałam, teraz ogarniam dom i około 15-16 wyjeżdżam. Ale żeby nie było za różowo to dom sprzątam miotłą bo oba odkurzacze mi wysiadły – jak się wali to wszystko, prawda? Piorę cały tydzień, pranie nie schnie bo okropna wilgoć no i jeszcze nie ogrzewam. A piorę bo w tym tygodniu kupiłam młodej troszkę ubrań – i tu przechodzimy do kolejnego tematu.

Ja już kiedyś pisałam, pytałam Was jak to jest, jak Wy postępujecie. Nie często kupuje używane ubrania dla Klaudii, sama sprzedaję regularnie i dla mnie normą jest, że wysyłam czyste, wyprane i pachnące. Nawet jak przy pakowaniu widzę, że coś tam jednak się nie doprało czy może nie pachnie zbyt dobrze bo np. dłużej leżało to wrzucę jeszcze choćby na krótkie pranie. W tym tygodniu dostałam trzy paczki, były to spodnie ortalionowe, kurtka zimowa, kurtka deszczowa i ciepłe getry. Wszystko śmierdziało, po prostu śmierdziało stęchlizną. Byłam w szoku naprawdę wręcz przerażona, że ludziom nie jest wstyd. Ja mam taki zwyczaj, że po sezonie ubrania piorę, obojętnie czy po lecie czy po zimie, nie wyobrażam sobie zostawić takich noszonych na tyle miesięcy potem w szafie. Mało tego, przechowuję je tak aby po prostu nie złapały jakiegoś koszmarnego zapachu. Ja wiem, że nie wszyscy mają warunki na przechowywanie odzieży po dzieciach np. w domu, ale do cholery przecież pralkę ma każdy! przecież to tylko chwila odświeżyć je przed wysłaniem. Naprawdę wstyd wstyd wstyd. Od razu mi się odechciewa i naprawdę już sobie wolę zamówić z Chin odpowiednio wcześniej bo nie zapłacę dużo więcej niż używane, a przynajmniej są czyste i nie śmierdzące…

Życzę wszystkim miłego weekendu i słoneczka, u nas niby miało dziś być, ale póki co nie widać.
21369245_1073936956042349_9003777271131941668_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *