Ach te kleszcze… i „przyjaciele” naszych dzieci

Ale się dziś nadenerwowałam, jej co za koszmar. Otóż dziś rano podczas czesania zauważyłam w głowie, prawie na karku u Klaudii – kleszcza. Jezu prawie zemdlałam. O ile z kotami stało się to już takie „normalne” tak u Klaudii stało się to po raz pierwszy. Ale cholera skąd? nie chodzimy nigdzie po łąkach czy lasach, tylko podwórko wchodzi w grę, no szok szok szok. Serce mi zaczęło walić jak szalone. Ale nic młodej nie powiedziałam bo wiem jak ona reaguje na takie rzeczy. Tzn. ona się czegoś domyśliła bo za długo jej tą głowę oglądałam. Ale jak ja mogłam tego nie zauważyć wcześniej? przecież codziennie ją czesze???

Nie wiedziałam co robić, najpierw dyskusja z mężem, potem telefon do doświadczonej sąsiadki, koniec końców szybki wyjazd do naszej przychodni. A tam najpierw biurokracja czyli najpierw do lekarza bo w zabiegowym muszą mieć skierowanie, potem prośba by przyjęła nas inna lekarka na szybko i cała „akcja”. Wiedząc, że Klaudia bardzo boi się takich rzeczy, zabrałyśmy pieluszkę i Suzi owcę – jej nową „przyjaciółkę”. Na początku nie było tak źle, ale potem zaczął się naprawdę koszmar. Ten piep… kleszcz tak się mocno trzymał, że wszystko trwało pół godziny i jak się domyślacie z każdą minutą było tylko gorzej. Na niekorzyść było jeszcze to, że był w takim miejscu, gdzie mnóstwo włosów więc przy każdej próbie wyciągania go ciągnięto ją niechcący za włosy. Trzeba było nawet igłą podważać go, Klaudia coraz mocniej krzyczała i wyrywała się – zresztą wcale się jej nie dziwię. Część kleszcza się oderwała, część została. Koniec końców trzymały ją cztery osoby. Na szczęście udało się, ale moja kochana córeczka był tak roztrzęsiona, biedna… dostała też antybiotyk na 5 dni, ale może to i dobrze w tej konkretnej sytuacji :) Na szczęście jak tylko wsiadłyśmy do auta wszystko przeszło. Teraz jesteśmy w domu od 2,5 godzin, mała jest spokojna i się ładnie bawi albo ogląda bajki.

A tak naprawdę to miał być dzisiaj post tylko o „przyjaciołach” naszych dzieci tzn. o pluszakach, przytulankach. Klaudia do tej pory nie miała takiego. Ma kilka ulubionych np. taką mniejszą Minnie czy kilka misiów. Kilka dni temu naszło ją na poduszkę z Zakopanego w kształcie owcy, którą dostała 3 lata temu od mojej cioci. Można ją tak spiąć i ona wtedy ma kształt owieczki. Nazwałyśmy ją Suzi. No nie mam życia he he ciągle mam się z nią bawić, rozmawiamy sobie, bawimy się, kąpiemy czy jemy razem, ba nawet śpimy no i oczywiście wszędzie zabieramy ze sobą :) dziś niestety została w gabinecie zabiegowym, ale już wiem, że czeka do odbioru w rejestracji więc kamień z serca. Chciałabym ją troszkę wyprać/odświeżyć, ale Klaudia nie pozwala mi jej tknąć, normalnie moje dziecko się zmienia i zmieniają się jej upodobania. Zawsze podobało mi się jak dziecko ma taką jedną ulubioną przytulankę, ale z drugiej strony to kłopot jeśli się jej coś stanie. A Wasze dzieci mają takowe?

Na tym dziś kończę bo zmęczona jestem atrakcjami dzisiejszego dnia… do usłyszenia kochani.

21272574_1070540723048639_2394338482276283749_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *